header image
 

“My, media?”

Przedwczoraj miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu “My, media?” organizowanym w Warszawie przez autorów bloga Kultura 2.0 - Alka Tarkowskiego i Mirosława Filiciaka. O tym spotkaniu, ponieważ refleksje dotyczą także mojej obecnej pracy, piszę tutaj.

wizualnie. muzyka łagodzi obyczaje.

Dziś nieprawdopodobne wideo.

Uważany przez wielu za najlepszego dj świata Jeff Mills, ikona brzmienia Detroit z początku lat 90tych, klasyk wśród klasyków winyla, wydał DVD ze swoim koncertem wraz z Montpelier Philharmonic Orchestra.

Majstersztyk. Zobaczcie i posłuchajcie - rewelacyjny numer The Bells w zupełnie nowym brzmieniu. Zachwyca mnie od kilku dni, podobnie jak wiele lat temu zachwycił mnie oryginał (który załączam zaraz poniżej).

*

krytyka inspirowana czy krytyka oddolna?

Tomasz Kowalski, redaktor wiadomosci24.pl po raz kolejny zabrał głos na niniejszym blogu.

No nie… Oliwio, tak to ja się nie bawię. Myślałem, że dyskutujemy o problemie, ale okazuje się, że to zupełnie inna bajka.
Dziś dowiedziałem się, że pracujesz dla właścicieli portalu społecznościowego, mającego korzystać z ruchu dziennikarstwa obywatelskiego. Portalu, ruszającego niebawem.
Nietrudno zatem zrozumieć ten nagły, czarny PR. I próby uczynienia z naszego błędu, do którego od razu się przyznałem, porządnej, medialnej afery. Inaczej teraz patrzę na próby porównywania z Holokaustem pojedyńczego zdania na temat homoseksualizmu, wmawianie, że redakcja identyfikuje się z twierdzeniem, że homoseksualizm to choroba… I piszesz to Ty, która doskonale zdajesz sobie sprawę jak wiele wspaniałych tekstów opublikował w Wiadomości24.pl Szymon Niemiec, jeden z liderów ruchu LGBT… Ech…
Oliwio, to wszystko jest okropne. Jestem zdruzgotany. Rozumiem, że zależy Ci na pracy. Ale są przecież jeszcze jakieś zasady. Jest etyka, o której piszesz tak chętnie… Do diabła! Czemu ja jestem tak naiwny…

Ponieważ, jakby nie patrzeć, jest to ciąg dalszy sporu o odpowiedzialność za słowo, o którym pisałam już wcześniej, po chwili konsternacji przyszły mi do głowy kolejne przemyślenia i spróbuję odpowiedzieć na ten emocjonalny wpis.

Po pierwsze, bardzo mi schlebia pogląd, że mój prywatny blog może stać się siłą wywołującą “porządną medialną aferę”. W istocie, dziennikarze oddolni i bloggerzy albo już taką siłę mają, albo wkrótce będą mieli. Jednak nie zmienia to faktu, że niniejszą stronę trudno posądzać o taką siłę rażenia. Stąd, aby oddać sprawiedliwość muszę najpierw zaznaczyć, że zdanie o rozpętywaniu afery jest sformułowane nieco na wyrost.

Po drugie, niniejszy blog jest moją prywatną stroną, nawet nie jestem na nim podpisana z imienia i z nazwiska, nie przedstawiam także nigdzie mojego obecnego miejsca pracy.

Po trzecie, bezzwłocznie w chwili gdy zaistniała obawa, że ktoś może zarzucić mi działanie nie fair lub istnienie konfliktu interesów napisałam pożegnanie i podziękowanie i od tamtej pory nie ma mnie w serwisie wiadomosci24.pl. Gdybym zechciała uprawiać “czarny PR” i wywoływać “porządną, medialną aferę”, mogłabym przecież swobodnie pisać o tym w wiadomosciach24. Regulamin serwisu nie zabrania bowiem (i słusznie) aktywności osób związanych z innymi platformami mediowymi.

Po czwarte, w przeszłości w wiadomosciach24 wielokrotnie głośno zastanawiałam się, czy chcę być utożsamiana z miejscem, gdzie pojawiają się opinie będące w moim odczuciu opiniami dyskryminującymi innych ludzi. Zatem problem odpowiedzialności za publikację był przeze mnie poruszany wielokrotnie. W serwisie można znaleźć wiele moich komentarzy krytycznych wobec tekstów i sądów dyskryminujących mniejszości (nie tylko LGBT).

Sugestia, że krytyka wiadomosci24.pl jest uprawniona jedynie przez osoby niepracujące, wykazuje w moim odczuciu niezrozumienie idei oddolnego dziennikarstwa i swobodnego wypowiadania idei, memów, w dowolnie wybranym przez siebie miejscu, medium. Sądzę (i zdaje się nie jestem w tej opinii odosobniona), że oddolni dziennikarze jako wolni od wydawców mogą publikować w dowolnym miejscu. Na przykład na własnych blogach.

Być może tradycyjni dziennikarze pracujący w nowych warunkach, wraz z dziennikarzami oddolnymi, są zdumieni faktem krytyki ze strony “młodszych” kolegów. Stąd być może osąd, że skoro ta krytyka się pojawia, to musi być inspirowana przez konkurencję. W tym przypadku jednak krytyka materiałów, o które poszło, nie została wypowiedziana wyłącznie przeze mnie. Podłapałam jedynie temat istniejący w społeczności w24. Niezależnie od tego, jakie intencje mi się zarzuca, problem odpowiedzialności za opublikowane słowa wciąż istnieje i nie został rozwiązany, choćby przez fakt, że pracownicy redakcji nie zamieścili żadnego wyjaśnienia, informacji o błędzie czy też przeprosin wobec społeczności w swoim serwisie.

PS Bardzo się starałam odpisać na post Tomka Kowalskiego możliwie spokojnie. Pozwolę sobie jednak na osobistą uwagę. Sugerowanie, że działam z niskich pobudek, inspirowana przez konkurencyjny serwis, który mi płaci, jest niesprawiedliwe, żenujące, obraża mnie personalnie i jest nieudaną próbą sprowadzenia problemu do poziomu osobistch rozgrywek.

o etyce i odpowiedzialności czyli sporu ciąg dalszy

Pisałam o sprawie umieszczenia przez dziennikarkę oddolną i redakcję tekstu, który wywołał sprzeciw społeczności wiadomosci24.pl. Sprawa się rozwija, a jako że dotyczy sprawy niezwykle dla mnie ważnej - etyki i odpowiedzialności oddolnych dziennikarzy i wydawców - przyglądam się jej z zainteresowaniem.

Przyznaję, spodziewałam się nieco większej burzy. Tylko kilka osób wypowiada się pod tekstem oraz na forum. Wskutek ich protestów autorka tekstu zmieniła wyrażenie “… który w rzeczywistości jest chorobą” na “… który (moim zdaniem) jest chorobą” . Społeczność wiadomości24.pl od początku bowiem sugerowała, że jako prywatną opinię autorka może napisać wszystko (czy na pewno? o tym za chwilę).

Redakcja zajęła niejednoznaczne stanowisko - co mnie ani trochę nie dziwi - pisząc m.in. w tonie “co wy chcecie od nas” o sile społeczności i rzekomych możliwościach reakcji z jej strony. Jednak nie da się ukryć, że w tym wypadku społeczność w żaden sposób nie jest w stanie wpłynąć na decyzję o publikacji lub odrzuceniu tekstu, system publikacji w serwisie nie dopuszcza takiej możliwości, a jedyną możliwą reakcją jest protest społeczności, który w niewielkim zakresie przecież ma miejsce, jak słusznie zauważa Maciek Lewandowski.

Naczelny wiadomosci24.pl pisze także, że dział Moje 3 Grosze, w którym ukazał się rzeczony tekst, jest wyraźnie wyłączony z całości serwisu, składa się z opinii użytkowników do których mają pełne prawo, a zapis w regulaminie mówi o tym, że za publikacje dokonane w tym dziale redakcja nie ponosi odpowiedzialności.

Co ciekawe, przedstawiciel Redakcji wypowiedział się na niniejszym blogu (za co bardzo dziękuję), pisząc o rzeczonym materiale jako o pomyłce i niedopatrzeniu, lecz nie zrobił tego w samym serwisie, ani pod tekstem ani w dotyczącym tekstu wątku na forum.

Tymczasem mikroprotest trwa. W odpowiedzi na sugestie redakcji o tym, że każdy ma prawo do publikowania dowolnej opinii, użytkownicy pytają “(czy) jeśli napiszę, że “moim zdaniem” Papież jest Żydem, masonem i komunistą - (tekst) zostanie dopuszczony?”. Przyznaję, też jestem ciekawa.

Druga strona medalu i refleksja być może bardziej ogólna jest taka, że podobnie jak w realu, polskie społeczności internetowe nie potrafią zorganizować się w większy protest przeciwko decyzjom “władzy” - w tym wypadku właścicieli platform. Mimo, że internet pełen jest historii o protestach tego typu, jak na przykład ostatnia akcja w serwisie Facebook lub wcześniejsza w Digg’u, u nas wciąż nic takiego się nie wydarzyło i być może nie jest możliwe. Szkoda.

wizualnie

minimal przypomniał mi o laibachu z silence

zobaczcie sami

czy dziennikarz może kłamać?

To pytanie pojawiło się na forum wiadomosci24.pl w odpowiedzi na opublikowanie w serwisie w krótkim czasie kilku materiałów, w których dziennikarze oddolni, obywatelscy, piszą nieprawdę.

Sprawa dotyczy oczywiście tematu w naszym kraju kontrowersyjnego - homoseksualizmu. Jedna z obywatelskich dziennikarek napisała, a redakcja puściła do publikacji artykuł zawierający m.in. zdanie: “Zabieganie o status normalności dla homoseksualizmu, który w rzeczywistości jest chorobą.”

Wyrażenie “w rzeczywistości” sugeruje, że autorka nie przedstawia swojej prywatnej opinii, lecz pisze o faktach (choć być może należałoby także zastanowić się nad sytuacją, w której dziennikarz posiada opinię będącą w sprzeczności z faktami, na przykład negującą fakt Holokaustu).

Sprawa ma dwa oblicza.

Po pierwsze, powstaje pytanie o rzetelność, obiektywizm, prawdomówność, poczucie odpowiedzialności za słowo u tych, którzy mianem dziennikarzy obywatelskich się zwą. Ale o tym za chwilę, bowiem nie mniej ważna jest odpowiedzialność wydawcy, właściciela udostępnionej ludziom platformy, za słowo oddolnego dziennikarza.

Wspomniany tekst nie jest jedynym, który u społeczności serwisu wywołuje pytania o rzetelność i obiektywizm. Jedna z autorek opublikowała na przykład recenzję książki Roberta Biedronia, której sama nie czytała. Podobnie rzecz ma się z autorem, który bez weryfikacji źródeł podaje informacje o rzekomym zakazie używania w szkolnych podręcznikach słów “mama” i “tata”.

Wiadomości24.pl, które skądinąd cenię jako niegdyś aktywna użytkowniczka, zwą się uparcie gazetą. Tekst nadesłany przez obywatelskiego dziennikarza trafia do redakcji, która podejmuje decyzję o jego publikacji, zmianie lub odrzuceniu. Wiele tekstów rodzi pytanie o kryteria stosowane do weryfikacji materiałów, bowiem w serwisie doskonałe, gruntownie przygotowane teksty, bezbłędne językowo i warsztatowo, sąsiadują z pseudopublicystycznymi opisami własnego życia, najeżonymi błędami i nieścisłościami.

Tym razem jednak przekroczony został swoisty Rubikon. Redakcja bowiem w typowy dla siebie sposób nie wypowiada się na ten temat. Uznaję zatem, jako czytelniczka, że zdanie “Zabieganie o status normalności dla homoseksualizmu, który w rzeczywistości jest chorobą.” przedstawia również pogląd redakcji na tę sprawę. Oznacza to dla mnie zaprzeczenie idei rzetelności, obiektywizmu i dążeniu do prawdy. Homoseksualizm w rzeczywistości chorobą bowiem nie jest.

Zagadnienie obiektywizmu dziennikarzy jest stare jak (drukowany) świat i zapewne Ameryki nie odkryję pisząc, że nierozstrzygalne. Ale dziennikarzy oddolnych, obywatelskich, wyróżniać miały inne zupełnie motywacje, brak zależności od wydawców, dbanie o rzetelność, prawdę. Oczywiście wielu dba, jednak co w sytuacji, gdy tak nie jest?

Wyobrażam sobie, że jednym z najważniejszych zadań, jakie stoją przed właścicielami platform publikacji dla oddolnych dziennikarzy jest dbanie o rzetelność materiałów. Trudno mi sobie wyobrazić szanujący się tytuł, w którym dziennikarz jako fakt podaje swoją opinię, a nawet sam się przyznaje, że opisywanego zdarzenia nie sprawdził (vide przykład z mamą i tatą).

Zepsucie mediów, którym dziennikarze oddolni na ogół dają odpór, wdziera się jednak i w tę “obywatelską” sferę publicystyki. Jedyną możliwością obronienia dziennikarzy oddolnych przed pokusami naginania prawdy jest zdecydowana reakcja społeczności i wzajemne, “oddolne” patrzenie sobie na ręce. Wiele społeczności skutecznie doprowadziło do uzdrowienia i oczyszczenia własnych mediów z nierzetelnych, manipulowanych, nieprawdziwych tekstów. Czekam z zapartym tchem na reakcję społeczności wiadomosci24.pl.