jeszcze o żałobie
opublikowałam już tekst o żałobie narodowej, ale mam jeszcze kilka przemyśleń
- po pierwsze - choć po zastanowieniu zgadzam się z głosami krytycznymi mówiącymi o tym, że żałoba jest też zjawiskiem kulturowym, a nie tylko osobistym, to jednak stało się w naszej miejskiej kulturze coś takiego, że po zmarłych nie nosimy się już rok na czarno, ani nie unikamy spotkań i upijania się z przyjaciółmi. może zatem wspólne płakanie po medialnych śmierciach spełnia funkcję publicznego przepracowania, podobnie jak wcześniejsze praktyki żałobników? może czarny strój po śmierci kogoś bliskiego zamieniliśmy zwyczajnie na szybkie zapalanie świeczek w oknach o określonej godzinie? wspólne przeżywanie emocji to wszak cecha ogólnoludzka - może brak jednego z elementów komunikacji o żałobie (strój) zastępujemy innym (smętne piosenki w mediach do jeszcze smętniejszych, koniecznie zwolnionych obrazków z miejsca tragedii) ?
- po drugie - współodczuwanie stało się globalne jak wszystko inne (/me pamięta, że globalne znaczy zawężone do posiadaczy prądu i telewizora/komputera) i może za kilka lat czeka nas trend odwrotny? może nasza uwaga emocjonalna będzie musiała z konieczności ograniczyć się do najbliższej przestrzeni - a wówczas nic nie zmusi prezydentów i premierów do udania się na miejsce zbrodni/wypadku/śmierci, bo my sami będziemy nagrywać pogrzeby sąsiadów i umieszczać je na stronach domowych swojej klatki schodowej?

Dziś to jest nie żałoba ale konkurs na kondolencje. :/