:: do.org.pl, czyli po Goździkowej Rewolucji idzie nowe ::

•Marzec 25, 2009 • 10 komentarzy

Gdy tylko skończę pisać niniejszą notkę, dodam do listy linków do.org.pl – nową platformę przeznaczoną dla aktywności oddolnych dziennikarzy – platformę niezwykłą z kilku powodów.

Po pierwsze, z powodu tworzących ją ludzi. Każdy, kto śledzi rozwój oddolnego dziennikarstwa w Polsce musiał zauważyć, że obok mainstreamu DO (przez który, przyznaję, przebić się trudno), pojawia się zalążek think-tanku, a na blogach, stronach, forach, niektórzy dyskutują prawdziwie merytorycznie o tym, czym DO jest, czym powinno być, porównując sytuację platform na świecie, śledząc rozwój mediów, odnosząc się do metadyskusji toczących się w sieci.

Po drugie, z powodu motywacji powstania strony. Inicjatywa narodziła się z autentycznego buntu, jaki opisałam wcześniej w notce “Goździkowa rewolucja…”.  Przez jakiś czas, kilkanaście osób związanych wcześniej z wiadomosciami24.pl tworzyło na forum nazwanym “banici” zalążki serwisu. Dlaczego? Posłuchajmy samych Twórców:

Serwisy dziennikarstwa obywatelskiego upodobniły się do mainstreamowych tabloidów, plotkarskie tematy o życiu celebrytek, sensacje, jak wspominane wyprowadzenie w kajdankach polityka, nagłówki nastawione na maksymalizacje kliknięć i odsłony, odsłony, odsłony… Jak prasa stacza się coraz niżej usiłując wzbudzić zainteresowanie masowego odbiorcy, tak samo stacza się dziennikarstwo obywatelskie, naszpikowane zresztą znienawidzonymi przez internautów kampaniami promocyjnymi i wyskakującymi płachtami reklamowymi – napisał Asen na do.org.pl.

Od początku kibicuję “banitom”. Kiedyś zastanawiałam się nad odpowiedzialnością wydawców za słowa publikowane przez oddolnych dziennikarzy. A przecież, jeszcze bardziej oddolnie,  środowisko może kontrolować się samo, nie poprzez nagrody, punktację, ilość czytelników, a poprzez wyznaczanie standardów, autoregulację, bezwzględną dbałość o przestrzeganie standardów. To są, niestety, sprawy, o których pochłonięci gonieniem za czytelnikami i odsłonami właściciele platform dla DO niekiedy zapominają.

A oglądalność? Cóż, jasne, ze Rubik ma więcej fanów niż Górecki czy Penderecki, ale to nie Rubik wyznacza standardy, prawda?

:: gożdzikowa rewolucja, czyli operator nie jest zobowiązany do rozpowszechniania przekazanego materiału ::

•Październik 3, 2008 • 3 komentarzy

Maciej Lewandowski, jeden z najbardziej szanowanych przeze mnie oddolnych autorów (a czytam ich wielu), od którego ciągle się uczę, oraz Robert Dorabiała, człowiek, który nie tylko zachwyca mnie nieodmiennie swoim spokojem, mądrością, stonowaniem, rozsądkiem i ciepłem, ale również kiedyś pomógł mi osobiście w trudnej sprawie, nie widząc mnie na oczy – wiadomosci24 zaliczają właśnie wielki kryzys w społeczności, którego jednym z objawów jest odejście tych dwóch autorów. Prawdopodobnie odejście ich (i kilku innych osób) nie spowoduje jakiegoś zachwiania czy zaburzenia w samym serwisie, jednak nieodmiennie wzbudza wielkie emocje wśród wielu uczestniczących w tej sytuacji i obserwujących ją osób. Emocje tak silne, że nawet ja chcę zabrać głos.

Deklaratywnie poszło o regulamin. W telegraficznym skrócie, serwis wiadomości24.pl nie reguluje kwestii posiadania przez autora zdjęcia jako warunku publikacji tekstu, natomiast, w ramach “zasad niepisanych”, tekstów bez zdjęć nie publikuje. Stąd tekst Asena, po zmianie przez niego awatara, został w moderacji odrzucony. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że redakcja w żaden sposób nie weryfikuje danych podawanych przez rejestrujących się i publikujących autorów. Zakładam, że część autorów publikuje pod fałszywymi danymi. Być może się mylę.

Na forum wiadomosci24 oczywiście od razu zawrzało, z efektem kuli śniegu. Co najmniej kilka wątków rozmów zahaczyło o inne kwestie, także nie uregulowane regulaminowo. Na przykład o kwestie publikacji w w24 materiałów, które ich autor opublikował już w innym miejscu, np. na własnym blogu. Ale także o zabrane z sieci zdjęcia, które jeden z autorów opublikował pod swoim nazwiskiem, podając niejasne w moim odczuciu wyjaśnienie, że sprawdza jedynie, czy sprawa zamieciona zostanie pod dywan. Wszak w jego doświadczeniu, niewielu administratorów decyduje się w takim wypadku na ujawnienie sprawy.

A potem wylało się na całego. Wyszło na jaw wiele spraw, które redakcja zmiotła pod dywan. Wielu autorów spontanicznie i dosadnie skrytykowało politykę serwisu. Inni założyli swoje wątki, w których krytykują decyzję autorów o odejściu. Jeszcze inni zwyczajnie trollują, usiłując zebrać część sławy dla siebie. Wątki się mnożą. Nowi zapewne nie wiedzą, co jest grane. Spodziewam się, że duża część komunikacji odbywa się pod stołem. Część sama redakcja ujawnia (prowokuje to pytanie o kwestie tajemnicy korespondencji, ale nie mnóżmy wątków). To z pewnością nie jest dla redakcji łatwa sytuacja. Stawiając się w ich miejscu, wiem, że miałabym niemały orzech do zgryzienia.

Tyle, że zasadzie, wg mnie, nie poszło wcale o ten nieszczęsny regulamin, bowiem znając Maćka i Roberta, byliby skłonni wstrzymać się z odejściem do czasu załatwienia sprawy. W istocie poszło o podejście redakcji do autorów. A to coś, czego redakcja zdaje się nie widzieć.

Skutki tego kryzysu, oprócz odejścia kilku osób, prób zdyskredytowania osób ujawniających nieścisłości w regulaminie i postawie redakcji, emocji wylewających się ze stron w24, zamiany wielu awatarów na goździki, którymi przed odejściem posługiwał się Maciek, będą prawdopodobnie żadne. Ot, kilku odeszło, kilku przyjdzie, dla wielu nie będzie to miało znaczenia.

Powtarza się – choć w poważniejszym wymiarze – sprawa kryzysów w społecznościach, które dotąd w Polsce nie były zbyt wyraźne ani powszechne. Zresztą, pisałam o w24 już poprzednio, w podobnym kontekście. Część społeczności aktywnie protestuje, kierując emocje w stronę administratorów. Część próbuje mediować i znajdować rozwiązania merytoryczne i zdroworozsądkowe. Część występuje otwarcie po stronie administratorów. Większość nie ma zdania i siedzi cicho.

Niezależnie od wielu możliwych scenariuszy, jak w każdej tego typu sytuacji, pałeczka jest po stronie administratorów. Nie ma co tego oceniać, wartościować – tak po prostu jest, że to redakcja powinna poradzić sobie z tą sprawą bez szkody dla społeczności i serwisu.

Myślę o tym, mając na uwadze swoje przekonanie – że kwestie biznesowe to nie wszystko. Bez wątpienia utrata kilku liderów opinii – choć nie przełoży się zapewne na spadek w statystykach i dochodach – spowoduje znaczące obniżenie poziomu publikacji i dyskursu. Pomijam już, że dla mnie (i zapewne dla wielu) w24 bez Maćka i Roberta to nie to samo

Nie wiem, co bym zrobiła. Wiem jednak, czego bym nie zrobiła. Nie napisałabym do autora, który wytyka mi regulaminowe nieścisłości, że “operator nie jest zobowiązany do rozpowszechniania przekazanego materiału. Odmowa rozpowszechniania nie wymaga uzasadnienia”.

Wciąż myślę o tej sprawie. Napiszę więcej, gdy dojdę do jakichś wniosków.

“My, media?”

•Styczeń 10, 2008 • Dodaj komentarz

Przedwczoraj miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu “My, media?” organizowanym w Warszawie przez autorów bloga Kultura 2.0 – Alka Tarkowskiego i Mirosława Filiciaka. O tym spotkaniu, ponieważ refleksje dotyczą także mojej obecnej pracy, piszę tutaj.

wizualnie. muzyka łagodzi obyczaje.

•Grudzień 9, 2007 • 2 komentarzy

Dziś nieprawdopodobne wideo.

Uważany przez wielu za najlepszego dj świata Jeff Mills, ikona brzmienia Detroit z początku lat 90., klasyk wśród klasyków winyla, wydał DVD ze swoim koncertem wraz z Montpelier Philharmonic Orchestra.

Majstersztyk. Zobaczcie i posłuchajcie – rewelacyjny numer The Bells w zupełnie nowym brzmieniu. Zachwyca mnie od kilku dni, podobnie jak wiele lat temu zachwycił mnie oryginał (który załączam zaraz poniżej).

*

krytyka inspirowana czy krytyka oddolna?

•Grudzień 8, 2007 • 5 komentarzy

Tomasz Kowalski, redaktor wiadomosci24.pl po raz kolejny zabrał głos na niniejszym blogu.

No nie… Oliwio, tak to ja się nie bawię. Myślałem, że dyskutujemy o problemie, ale okazuje się, że to zupełnie inna bajka.
Dziś dowiedziałem się, że pracujesz dla właścicieli portalu społecznościowego, mającego korzystać z ruchu dziennikarstwa obywatelskiego. Portalu, ruszającego niebawem.
Nietrudno zatem zrozumieć ten nagły, czarny PR. I próby uczynienia z naszego błędu, do którego od razu się przyznałem, porządnej, medialnej afery. Inaczej teraz patrzę na próby porównywania z Holokaustem pojedyńczego zdania na temat homoseksualizmu, wmawianie, że redakcja identyfikuje się z twierdzeniem, że homoseksualizm to choroba… I piszesz to Ty, która doskonale zdajesz sobie sprawę jak wiele wspaniałych tekstów opublikował w Wiadomości24.pl Szymon Niemiec, jeden z liderów ruchu LGBT… Ech…
Oliwio, to wszystko jest okropne. Jestem zdruzgotany. Rozumiem, że zależy Ci na pracy. Ale są przecież jeszcze jakieś zasady. Jest etyka, o której piszesz tak chętnie… Do diabła! Czemu ja jestem tak naiwny…

Ponieważ, jakby nie patrzeć, jest to ciąg dalszy sporu o odpowiedzialność za słowo, o którym pisałam już wcześniej, po chwili konsternacji przyszły mi do głowy kolejne przemyślenia i spróbuję odpowiedzieć na ten emocjonalny wpis.

Po pierwsze, bardzo mi schlebia pogląd, że mój prywatny blog może stać się siłą wywołującą “porządną medialną aferę”. W istocie, dziennikarze oddolni i bloggerzy albo już taką siłę mają, albo wkrótce będą mieli. Jednak nie zmienia to faktu, że niniejszą stronę trudno posądzać o taką siłę rażenia. Stąd, aby oddać sprawiedliwość muszę najpierw zaznaczyć, że zdanie o rozpętywaniu afery jest sformułowane nieco na wyrost.

Po drugie, niniejszy blog jest moją prywatną stroną, nawet nie jestem na nim podpisana z imienia i z nazwiska, nie przedstawiam także nigdzie mojego obecnego miejsca pracy.

Po trzecie, bezzwłocznie w chwili gdy zaistniała obawa, że ktoś może zarzucić mi działanie nie fair lub istnienie konfliktu interesów napisałam pożegnanie i podziękowanie i od tamtej pory nie ma mnie w serwisie wiadomosci24.pl. Gdybym zechciała uprawiać “czarny PR” i wywoływać “porządną, medialną aferę”, mogłabym przecież swobodnie pisać o tym w wiadomosciach24. Regulamin serwisu nie zabrania bowiem (i słusznie) aktywności osób związanych z innymi platformami mediowymi.

Po czwarte, w przeszłości w wiadomosciach24 wielokrotnie głośno zastanawiałam się, czy chcę być utożsamiana z miejscem, gdzie pojawiają się opinie będące w moim odczuciu opiniami dyskryminującymi innych ludzi. Zatem problem odpowiedzialności za publikację był przeze mnie poruszany wielokrotnie. W serwisie można znaleźć wiele moich komentarzy krytycznych wobec tekstów i sądów dyskryminujących mniejszości (nie tylko LGBT).

Sugestia, że krytyka wiadomosci24.pl jest uprawniona jedynie przez osoby niepracujące, wykazuje w moim odczuciu niezrozumienie idei oddolnego dziennikarstwa i swobodnego wypowiadania idei, memów, w dowolnie wybranym przez siebie miejscu, medium. Sądzę (i zdaje się nie jestem w tej opinii odosobniona), że oddolni dziennikarze jako wolni od wydawców mogą publikować w dowolnym miejscu. Na przykład na własnych blogach.

Być może tradycyjni dziennikarze pracujący w nowych warunkach, wraz z dziennikarzami oddolnymi, są zdumieni faktem krytyki ze strony “młodszych” kolegów. Stąd być może osąd, że skoro ta krytyka się pojawia, to musi być inspirowana przez konkurencję. W tym przypadku jednak krytyka materiałów, o które poszło, nie została wypowiedziana wyłącznie przeze mnie. Podłapałam jedynie temat istniejący w społeczności w24. Niezależnie od tego, jakie intencje mi się zarzuca, problem odpowiedzialności za opublikowane słowa wciąż istnieje i nie został rozwiązany, choćby przez fakt, że pracownicy redakcji nie zamieścili żadnego wyjaśnienia, informacji o błędzie czy też przeprosin wobec społeczności w swoim serwisie.

PS Bardzo się starałam odpisać na post Tomka Kowalskiego możliwie spokojnie. Pozwolę sobie jednak na osobistą uwagę. Sugerowanie, że działam z niskich pobudek, inspirowana przez konkurencyjny serwis, który mi płaci, jest niesprawiedliwe, żenujące, obraża mnie personalnie i jest nieudaną próbą sprowadzenia problemu do poziomu osobistch rozgrywek.

o etyce i odpowiedzialności czyli sporu ciąg dalszy

•Grudzień 2, 2007 • 11 komentarzy

Pisałam o sprawie umieszczenia przez dziennikarkę oddolną i redakcję tekstu, który wywołał sprzeciw społeczności wiadomosci24.pl. Sprawa się rozwija, a jako że dotyczy sprawy niezwykle dla mnie ważnej – etyki i odpowiedzialności oddolnych dziennikarzy i wydawców – przyglądam się jej z zainteresowaniem.

Przyznaję, spodziewałam się nieco większej burzy. Tylko kilka osób wypowiada się pod tekstem oraz na forum. Wskutek ich protestów autorka tekstu zmieniła wyrażenie “… który w rzeczywistości jest chorobą” na “… który (moim zdaniem) jest chorobą” . Społeczność wiadomości24.pl od początku bowiem sugerowała, że jako prywatną opinię autorka może napisać wszystko (czy na pewno? o tym za chwilę).

Redakcja zajęła niejednoznaczne stanowisko – co mnie ani trochę nie dziwi – pisząc m.in. w tonie “co wy chcecie od nas” o sile społeczności i rzekomych możliwościach reakcji z jej strony. Jednak nie da się ukryć, że w tym wypadku społeczność w żaden sposób nie jest w stanie wpłynąć na decyzję o publikacji lub odrzuceniu tekstu, system publikacji w serwisie nie dopuszcza takiej możliwości, a jedyną możliwą reakcją jest protest społeczności, który w niewielkim zakresie przecież ma miejsce, jak słusznie zauważa Maciek Lewandowski.

Naczelny wiadomosci24.pl pisze także, że dział Moje 3 Grosze, w którym ukazał się rzeczony tekst, jest wyraźnie wyłączony z całości serwisu, składa się z opinii użytkowników do których mają pełne prawo, a zapis w regulaminie mówi o tym, że za publikacje dokonane w tym dziale redakcja nie ponosi odpowiedzialności.

Co ciekawe, przedstawiciel Redakcji wypowiedział się na niniejszym blogu (za co bardzo dziękuję), pisząc o rzeczonym materiale jako o pomyłce i niedopatrzeniu, lecz nie zrobił tego w samym serwisie, ani pod tekstem ani w dotyczącym tekstu wątku na forum.

Tymczasem mikroprotest trwa. W odpowiedzi na sugestie redakcji o tym, że każdy ma prawo do publikowania dowolnej opinii, użytkownicy pytają “(czy) jeśli napiszę, że “moim zdaniem” Papież jest Żydem, masonem i komunistą – (tekst) zostanie dopuszczony?”. Przyznaję, też jestem ciekawa.

Druga strona medalu i refleksja być może bardziej ogólna jest taka, że podobnie jak w realu, polskie społeczności internetowe nie potrafią zorganizować się w większy protest przeciwko decyzjom “władzy” – w tym wypadku właścicieli platform. Mimo, że internet pełen jest historii o protestach tego typu, jak na przykład ostatnia akcja w serwisie Facebook lub wcześniejsza w Digg’u, u nas wciąż nic takiego się nie wydarzyło i być może nie jest możliwe. Szkoda.

wizualnie

•Grudzień 1, 2007 • 1 komentarz

minimal przypomniał mi o laibachu z silence

zobaczcie sami

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.